Wojciech Cejrowski to postać wyrazista, bo kontrowersyjna ze względu na poglądy polityczne. Można go lubić lub nie lubić, przyznawać mu rację bądź się z nim nie zgadzać. Jednak trudno znaleźć kogoś, kto nie uległby jego pasji podróżniczej.
„Gringo wśród dzikich plemion” to książka którą najpierw się czyta, a później z kolejnymi stronami – po prostu pochłania. Cejrowski opowiada czytelnikom o Meksyku, Peru, Gwatemali i Boliwii i amazońskiej dżungli jednak nie w sposób przewodnikowy. Nie mówi o tym, że otaczająca go przyroda jest piękna, tylko to piękno przekazuje w sposób wręcz namacalny. Urzeka własnym stylem bogatym w na miejscu wymyślane anegdoty i dobrym poczuciem humoru – niektóre przygody autora przyprawiają aż o ból brzucha. Cejrowski żartami sypie jak z rękawa, ale przy tym opowiada nam o dalekich krajach z perspektywy doskonałego obserwatora. Dostrzega niuanse, których zwyczajny turysta nigdy by nie zauważył.
Czytając Cejrowskiego mamy wrażenie, że towarzyszymy mu na miejscu w przemierzaniu nieznanych terenów i w poznawaniu dzikich plemion. Tym bardziej, że autor przedstawia ich takich, jakimi są na prawdę – wyjaśnia ich sposób myślenia i motywy, jakie nimi kierują. Dzięki globtroterowi inne kultury nie wydają się już takie obce, bo nawet jeśli coś wydaje się niezrozumiałe – od razu wyjaśnia to żartobliwy komentarz podróżnika.
Idąc tropem Cejrowskiego mamy ochotę od razu spakować plecak i ruszyć w podróż, bo każda z nich to nowe, cenne doświadczenia. To radość obcowania z innymi ludźmi, życia w odmiennych od naszych przyzwyczajeń miejscach. Cejrowski na każdej stronie udowadnia, że podróże na prawdę kształcą – czy to relacjonując podróż autobusem po „autostradach” Peru czy opisując niespotykane gatunki motyli.
Czytaj inne recenzje autora: DominikaS

(4.44 / 5)
(4.20 / 5)
1 komentarz
Dodaj komentarz